Bodycam z nową aktualizacją! mini recenzja
Jeśli mam być szczery, Bodycam długo wydawał mi się projektem ambitnym, ale trochę chwiejnym. Wczesny dostęp rzadko bywa łaskawy dla małych zespołów i często kończy się tym, że pomysł wyprzedza wykonanie. Tym razem jednak mam wrażenie, że gra zaliczyła realny przełom. Ostatnia aktualizacja jest największą, jaką ten tytuł dostał od premiery, i od pierwszych minut czuć, że to nie była kosmetyka, tylko gruntowna przebudowa.
Najważniejszy element to przesiadka na Unreal Engine 5.5. Nie chodzi tylko o ładniejsze światło, ale o to, że całość w końcu zachowuje się przewidywalnie. Gdy odpalam mecz, nie mam już wrażenia, że silnik walczy z własną fizyką. Stabilność to coś, czego tej produkcji brakowało najbardziej, a teraz wreszcie daje się zauważyć odrobinę spokoju technicznego. W przypadku gier we wczesnym dostępie pierwsze wrażenie jest kluczowe i tutaj wreszcie zaczyna ono współgrać z obietnicami.
Nowa mapa wieloosobowa zrealizowana na podstawie prawdziwej areny airsoftowej z Francji robi robotę. Bez niepotrzebnych fajerwerków, za to z ciasnymi, wielopoziomowymi przejściami, które wymuszają myślenie taktyczne. Bodycam zawsze najlepiej działał w zamkniętych przestrzeniach, w których każdy kąt jest zagrożeniem. Tutaj widać, że twórcy wrócili do tego, co wychodzi im najlepiej.
Z kolei tryb zombie w końcu przestał sprawiać wrażenie ciekawostki na jeden wieczór. Nowa wieś to większa przestrzeń, bardziej świadome prowadzenie gracza i sensowniej zbalansowane fale. Sprinterów łatwiej usłyszeć, łupy rozłożono rozsądniej, animacje wyczyszczono. Nadal nie jest to filmowe doświadczenie z wysokobudżetowych gier, ale pierwszy raz czułem, że ten tryb ma własny charakter, a nie tylko łatkę dodatkowego modułu.
Duże wrażenie zrobiła na mnie kusza. Broń zmienia rytm starć, szczególnie w zombie. Wymaga decyzyjności, jest wolniejsza niż klasyczne karabiny, ale nagradza precyzję. W strzelankach z perspektywy kamery hełmowej dźwięk i ciężar broni to podstawa, a tutaj dostaliśmy narzędzie, które nie rozbija tego stylu, tylko go uzupełnia.
Prawie każda mapa doczekała się drobnych szlifów. Poprawiono kolizje, materiały, oświetlenie, dźwięk, wydajność. Menu działa sprawniej, problemy z przypisaniem klawiszy przestały mnie prześladować, a spadki stabilności są rzadsze. To są te elementy, o których często się nie mówi, ale to one decydują o tym, czy chce się wracać do gry codziennie, czy tylko z ciekawości od aktualizacji do aktualizacji.
Najbardziej doceniam jednak coś innego. Twórcy wyraźnie słuchają społeczności. I nie chodzi o dorzucenie jednego skina na życzenie, tylko o zmiany, które realnie wpływają na rozgrywkę. W świecie, w którym duże studia rzadko ryzykują i gonią za sezonami, przepustkami i metrykami zaangażowania, takie gry stają się dla gatunku tym, czym kiedyś były odważne eksperymenty AA. Mniejsze, surowe, ale z charakterem.
Oczywiście, Bodycam nie jest jeszcze skończony. Nadal widać ostre krawędzie, nadal brakuje kilku kluczowych systemów. Jednak ten update jest najczytelniejszym sygnałem, że projekt dojrzewa. Twórcy już potwierdzili prace nad kolejnymi mapami, broniami, rozszerzonym PvP, dopracowaniem ruchu i detekcji trafień. Tryb zombie też ma być rozwijany dalej, z nowymi falami, mechanikami i lepszym zachowaniem przeciwników.
To, co zobaczyłem teraz, wygląda jak solidny fundament pod pełną wersję. Jeśli ktoś odszedł od Bodycam kilka miesięcy temu, jest naprawdę dobry moment, żeby wrócić. A jeśli ktoś nigdy nie próbował, to aktualny stan gry jest zdecydowanie najbardziej dopracowany od dnia debiutu.
