STARSEEKER Key Art

STARSEEKER: Astroneer Expeditions recenzja – daleko od ducha Astroneera

Astroneer był grą o odkrywaniu. O kopaniu w głąb planety nie dlatego, że misja kazała, lecz dlatego, że ciekawość ciągnęła w dół. O budowaniu baz, automatyzacji, wspólnym dążeniu do jednego wielkiego celu na serwerze. STARSEEKER: Astroneer Expeditions studia System Era Softworks bierze ten sam wszechświat i robi z nim coś zupełnie innego — i niestety, w obecnym stanie Early Access, coś znacznie mniej ciekawego.

Czym to właściwie jest

STARSEEKER to sieciowa, kooperacyjna gra eksploracyjno-ekstrakcyjna. Z pokładu stacji kosmicznej ESS Starseeker wyruszamy na czasowe ekspedycje na powierzchnię planety Tephra — świata mokradeł, dżungli i oceanów usianego wrakami nieudanej wyprawy EXO Dynamics. Zbieramy zasoby, wykonujemy misje, wracamy na stację, craftujemy lepszy sprzęt i ruszamy ponownie, tym razem dalej i głębiej. Postępy są wspólne — odblokowywanie nowych miejsc lądowania to zbiorowy wysiłek całej społeczności graczy.

Brzmi to nieźle na papierze. W praktyce gra sprawia wrażenie, jakby ktoś wziął najbardziej żmudne elementy oryginalnego Astroneera, skondensował je, a następnie wymieszał z najnudniejszymi fragmentami gatunku extraction. Zniknęła eksploracja w prawdziwym sensie, zniknęło odkrywanie nowych mechanik i planet w naturalnym tempie. Zostało chodzenie po jednej mapie i zbieranie rzeczy z listy.

Pętla, która męczy

image 16

Sednem problemu jest gameplay loop. To nieskończona sekwencja „porozmawiaj z tym gościem, zdobądź tę rzecz, porozmawiaj z nim ponownie, zdobądź kolejną rzecz”. Misje są do bólu powtarzalne — zeskanuj pięć tego, zbierz dziesięć tamtego, idź tu i wróć. Większość zadań sprowadza się do tych samych jednej, dwóch, trzech mechanik, a nagrody za ich wykonanie są na tyle skromne, że trudno znaleźć motywację do dalszej gry.

Co gorsza, misje są opcjonalne i nie wiążą się z żadną realną karą za niewykonanie. To brzmi jak swoboda, ale w praktyce odbiera resztki poczucia celu. Nie ma napięcia ekstrakcji znanego z gatunku, bo nie ma PvP ani realnego ryzyka utraty czegoś istotnego — został tylko aspekt „idź i poszukaj rzeczy na tej mapie”.

Kopanie, które stanowi jakieś pięćdziesiąt procent rozgrywki, jest wolne. Skanowanie — mechanika polegająca na wciśnięciu klawisza i patrzeniu na obiekty, by zdobyć walutę — jest jedną z najmniej satysfakcjonujących mechanik, jakie widziałem w grze tego typu. Zdobytą w ten sposób walutę wydaje się na przedmioty pokroju „niewielki, czasowy bonus do wytrzymałości”, co dopełnia obrazu progresji, która nie wynagradza włożonego wysiłku.

Walka i przemieszczanie się

image 17

System walki to osobne nieporozumienie. Sprowadza się do rzucania przypadkowymi przedmiotami w przeciwników, aż zostaną ogłuszeni, po czym można od nich zebrać losowy przedmiot wart kilka minerałów. To nie jest system, który ktokolwiek zapamięta jako mocną stronę gry.

Najlepszym dodatkiem jest mechanika wspinaczki i wytrzymałości rodem z Breath of the Wild — gra stawia na wertykalność i pokonywanie terenu w pionie. Problem w tym, że zapomniano o jednym kluczowym elemencie takiego projektu: porządnym lotniarzem. To, co jest, działa krótko, wolno i łatwo się psuje. W efekcie gra zachęca do wspinania się w górę, by za każdym razem schodząc w dół obrywać obrażeniami od upadku z każdej nieco wyższej półki skalnej.

Stacja jak galeria handlowa

image 18

Drugą połowę doświadczenia stanowi stacja ESS Starseeker — hub w stylu MMO, w którym planuje się ekspedycje i ulepsza sprzęt. Niestety stacja jest obwieszona elementami sklepu od góry do dołu, co potęguje wrażenie, że mamy do czynienia z mniejszym studiem próbującym swoich sił w formule gry-usługi w stylu gacha. To zderzenie tonów — kameralny, uroczy świat Astroneera kontra agresywnie zmonetyzowany interfejs — wypada niekorzystnie.

Komunikacja między graczami opiera się wyłącznie na emotkach, gestach i znacznikach na mapie — brak czatu tekstowego. W teorii wymusza to pozytywną współpracę, w praktyce, przy grze, która i tak nie zachęca do grupowania się, wrażąco mało zachęca do interakcji. Inni gracze biegają po mapie głównie jako kosmetyczne tło. Nie ma realnej potrzeby ani zachęty do współpracy — równie dobrze można grać samotnie.

Musimy być online i inne bolączki

image 19

Dochodzą do tego problemy techniczne i projektowe, które obniżają komfort. Gra wymaga stałego połączenia z internetem — gdy serwery padają, nie da się grać nawet samodzielnie, co część graczy słusznie uznaje za rozczarowanie, zwłaszcza że tryb solo był zapowiadany. Sprzęt, na który mozolnie pracuje się wiele godzin, potrafi zostać zniszczony po jednej śmierci. Samouczek jest na tyle niejasny, że część graczy ma realne problemy z jego ukończeniem — a w skrajnych przypadkach potrafi zablokować postęp przez prostą pomyłkę z mechaniką.

Trzeba uczciwie zaznaczyć, że część tych bolączek jest związana z progresją — po dłuższej grze odblokowuje się broń i lepsze środki przemieszczania się. Problem w tym, że pętla rozgrywki jest na tyle nużąca, że trudno dotrwać do momentu, w którym cokolwiek staje się ciekawe. A obawiam się, że problem sięga głębiej niż tempo progresji — to sama koncepcja gry, która po prostu nie działa tak, jak działał oryginalny Astroneer.

Co napawa nadzieją

Sprawiedliwie odnotujmy drugą stronę. Oprawa wizualna jest ładna, ruch postaci po opanowaniu mechanik wspinaczki bywa płynny i satysfakcjonujący, a sam pomysł — kooperacyjny looter ekstrakcyjny z naciskiem na piaskownicę i wspólne cele — ma potencjał. Część graczy, szczególnie ta grająca w grupach znajomych, znajduje tu autentyczną radość ze współpracy. System Era Softworks ma za sobą udaną kampanię Early Access przy Astroneerze i deklaruje comiesięczne aktualizacje z nowymi planetami, regionami, przedmiotami i wątkami fabularnymi przez około rok. Studio aktywnie odpowiada na feedback i jest transparentne w komunikacji.

Pojawiają się jednak głosy — także od oddanych fanów Astroneera z setkami godzin — że twórcy byli zbyt optymistyczni co do ilości treści na premierę i zbyt wolno dawkują resztę. Wersja beta podobno oferowała więcej zawartości i była przyjemniejsza niż obecna wersja startowa.

Czy warto zagrać?

STARSEEKER: Astroneer Expeditions to gra, która w obecnym stanie zawodzi nie z powodu pojedynczych błędów, lecz z powodu fundamentalnej koncepcji, która nie chwyta. Nudna, powtarzalna pętla misji, wolne kopanie, niesatysfakcjonujące skanowanie, słaba walka i brak lotniarza w grze stawiającej na wertykalność składają się na doświadczenie, które męczy, zanim zdąży zaoferować cokolwiek wciągającego.

To smutne, bo wszechświat Astroneera zasługuje na więcej, a potencjał formuły kooperacyjnej jest realny. Być może po roku aktualizacji STARSEEKER stanie się czymś wartościowym. Na dziś to pozycja wyłącznie dla cierpliwych fanów gatunku, gotowych grać z ekipą znajomych i tolerować pustki w zamian za obietnicę przyszłości. Reszcie radzę zajrzeć tu za kilka miesięcy.

Nasza ocena jakości
Ocena użytkowników:
[Oddanych głosów: 1 Średnia ocena: 5]

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *