SpeedRunners 2: King of Speed – recenzja. Gdy prędkość traci swój rytm
Są gry, które po latach stają się czymś więcej niż zwykłym multiplayerem. Pierwszy SpeedRunners był właśnie takim fenomenem – prostym do zrozumienia, piekielnie trudnym do opanowania i idealnym na wieczory z przyjaciółmi. Dlatego od sequela oczekiwałem nie rewolucji, lecz dopracowania formuły. Po kilku godzinach wiem jedno: SpeedRunners 2 nadal potrafi dostarczyć ogromnych emocji, ale jednocześnie gubi część magii, która uczyniła oryginał kultowym.
Nadal uzależnia, gdy wszystko działa

Rdzeń rozgrywki pozostał praktycznie nietknięty. Bieg po ścianach, hak, idealnie wymierzone skoki i nieustanne budowanie prędkości sprawiają, że każdy wyścig przypomina dynamiczny pojedynek akrobatów. Zwężający się ekran wciąż jest genialnym pomysłem – nie liczy się miejsce na mecie, lecz to, kto najdłużej utrzyma tempo.
Największą nowością są wyścigi dla ośmiu graczy i muszę przyznać, że właśnie tutaj sequel błyszczy najmocniej. Chaos jest większy, przedmioty latają w każdą stronę, a pojedynczy błąd potrafi wyeliminować połowę stawki w kilka sekund. To świetna imprezowa odmiana klasycznej formuły.
Ładniej nie znaczy czytelniej
Największy problem dwójki nie dotyczy grafiki, lecz czytelności. Nowa oprawa jest bardziej szczegółowa, pełna efektów i bogatszych teł, ale podczas szybkiej rozgrywki ekran momentami staje się zbyt zatłoczony. W pierwszym SpeedRunners niemal instynktownie wiedziałem, gdzie znajduje się każda platforma i kiedy najlepiej użyć haka. Tutaj kilka razy przegrałem nie dlatego, że zabrakło mi refleksu, ale dlatego, że w ułamku sekundy trudniej było odczytać sytuację.
To zaskakujący paradoks – sequel wygląda nowocześniej, a jednocześnie jest mniej przejrzysty jako gra nastawiona na rywalizację.
Kampania jest tylko dodatkiem

Twórcy dorzucili fabularny tryb dla jednego gracza, nowych bohaterów i kilka świeżych gadżetów. Problem w tym, że kampania kończy się szybciej, niż zdąży rozwinąć skrzydła. Walki z bossami są efektowne wizualnie, ale mechanicznie pozostawiają spory niedosyt. To raczej krótki samouczek niż pełnoprawna przygoda.
Znacznie lepiej wypadają mecze rankingowe i klasyczne potyczki online, bo właśnie tam SpeedRunners 2 przypomina, czym ta seria zawsze stała.
Milisekundy mają znaczenie
Najciekawszą rzeczą, jaką zauważyłem podczas gry, jest fakt, że SpeedRunners nigdy nie był grą o szybkości – był grą o rytmie. Najlepsi gracze nie wygrywają dlatego, że naciskają przyciski szybciej. Wygrywają dlatego, że ich ruch tworzy płynną sekwencję skoków, haków i lądowań. Kiedy ten rytm zostaje choć odrobinę zaburzony przez mniej responsywne sterowanie czy gorszą czytelność, cała rozgrywka traci część swojej elegancji.
I właśnie dlatego dwójka budzi tak mieszane emocje. Fundament nadal jest świetny, ale drobne detale mają w tej serii ogromne znaczenie.
Czy warto?

SpeedRunners 2 to dobry sequel, który bardziej rozwija skalę zabawy niż samą mechanikę. Osiem osób w jednym wyścigu daje mnóstwo frajdy, nowe tryby zwiększają różnorodność, a parkourowy system ruchu wciąż należy do najlepszych w gatunku. Jednocześnie gra sprawia wrażenie projektu, który potrzebuje jeszcze kilku aktualizacji, by dorównać dopracowaniu pierwszej części.
Plusy
- fenomenalny system ruchu,
- emocjonujące mecze do 8 graczy,
- świetna zabawa lokalnie i online,
- wysoki sufit umiejętności.
Minusy
- słabsza czytelność niż w oryginale,
- bardzo krótka kampania,
- niewielka liczba map na start,
- drobne problemy z responsywnością.
Ocena: 8/10
To nadal jedna z najlepszych imprezowych gier PvP na rynku, ale na razie bardziej przypomina świetny fundament niż definitywną ewolucję kultowego SpeedRunners.
