SpeedRunners 2: King of Speed – recenzja. Gdy prędkość traci swój rytm

Są gry, które po latach stają się czymś więcej niż zwykłym multiplayerem. Pierwszy SpeedRunners był właśnie takim fenomenem – prostym do zrozumienia, piekielnie trudnym do opanowania i idealnym na wieczory z przyjaciółmi. Dlatego od sequela oczekiwałem nie rewolucji, lecz dopracowania formuły. Po kilku godzinach wiem jedno: SpeedRunners 2 nadal potrafi dostarczyć ogromnych emocji, ale jednocześnie gubi część magii, która uczyniła oryginał kultowym.

Nadal uzależnia, gdy wszystko działa

image 3

Rdzeń rozgrywki pozostał praktycznie nietknięty. Bieg po ścianach, hak, idealnie wymierzone skoki i nieustanne budowanie prędkości sprawiają, że każdy wyścig przypomina dynamiczny pojedynek akrobatów. Zwężający się ekran wciąż jest genialnym pomysłem – nie liczy się miejsce na mecie, lecz to, kto najdłużej utrzyma tempo.

Największą nowością są wyścigi dla ośmiu graczy i muszę przyznać, że właśnie tutaj sequel błyszczy najmocniej. Chaos jest większy, przedmioty latają w każdą stronę, a pojedynczy błąd potrafi wyeliminować połowę stawki w kilka sekund. To świetna imprezowa odmiana klasycznej formuły.

Ładniej nie znaczy czytelniej

Największy problem dwójki nie dotyczy grafiki, lecz czytelności. Nowa oprawa jest bardziej szczegółowa, pełna efektów i bogatszych teł, ale podczas szybkiej rozgrywki ekran momentami staje się zbyt zatłoczony. W pierwszym SpeedRunners niemal instynktownie wiedziałem, gdzie znajduje się każda platforma i kiedy najlepiej użyć haka. Tutaj kilka razy przegrałem nie dlatego, że zabrakło mi refleksu, ale dlatego, że w ułamku sekundy trudniej było odczytać sytuację.

To zaskakujący paradoks – sequel wygląda nowocześniej, a jednocześnie jest mniej przejrzysty jako gra nastawiona na rywalizację.

Kampania jest tylko dodatkiem

image 4

Twórcy dorzucili fabularny tryb dla jednego gracza, nowych bohaterów i kilka świeżych gadżetów. Problem w tym, że kampania kończy się szybciej, niż zdąży rozwinąć skrzydła. Walki z bossami są efektowne wizualnie, ale mechanicznie pozostawiają spory niedosyt. To raczej krótki samouczek niż pełnoprawna przygoda.

Znacznie lepiej wypadają mecze rankingowe i klasyczne potyczki online, bo właśnie tam SpeedRunners 2 przypomina, czym ta seria zawsze stała.

Milisekundy mają znaczenie

Najciekawszą rzeczą, jaką zauważyłem podczas gry, jest fakt, że SpeedRunners nigdy nie był grą o szybkości – był grą o rytmie. Najlepsi gracze nie wygrywają dlatego, że naciskają przyciski szybciej. Wygrywają dlatego, że ich ruch tworzy płynną sekwencję skoków, haków i lądowań. Kiedy ten rytm zostaje choć odrobinę zaburzony przez mniej responsywne sterowanie czy gorszą czytelność, cała rozgrywka traci część swojej elegancji.

I właśnie dlatego dwójka budzi tak mieszane emocje. Fundament nadal jest świetny, ale drobne detale mają w tej serii ogromne znaczenie.

Czy warto?

image 5

SpeedRunners 2 to dobry sequel, który bardziej rozwija skalę zabawy niż samą mechanikę. Osiem osób w jednym wyścigu daje mnóstwo frajdy, nowe tryby zwiększają różnorodność, a parkourowy system ruchu wciąż należy do najlepszych w gatunku. Jednocześnie gra sprawia wrażenie projektu, który potrzebuje jeszcze kilku aktualizacji, by dorównać dopracowaniu pierwszej części.

Plusy

  • fenomenalny system ruchu,
  • emocjonujące mecze do 8 graczy,
  • świetna zabawa lokalnie i online,
  • wysoki sufit umiejętności.

Minusy

  • słabsza czytelność niż w oryginale,
  • bardzo krótka kampania,
  • niewielka liczba map na start,
  • drobne problemy z responsywnością.

Ocena: 8/10

To nadal jedna z najlepszych imprezowych gier PvP na rynku, ale na razie bardziej przypomina świetny fundament niż definitywną ewolucję kultowego SpeedRunners.

Nasza ocena jakości
Ocena użytkowników:
[Oddanych głosów: 0 Średnia ocena: 0]

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *