Recenzja gry Mars First Logistics
Na pierwszy rzut oka Mars First Logistics wygląda jak kolejny lekki sandbox dla ludzi, którzy lubią spokojne gry z budowaniem i wożeniem ładunków po pustynnej planecie. Ale po kilku dniach gry staje się jasne, że to nie jest zwykła produkcja o jeździe po czerwonym piasku. To bardziej test cierpliwości, kreatywności i tego, jak bardzo człowiek potrafi się uśmiechnąć, kiedy jego najnowszy, genialny pojazd przewraca się na plecy jak żółw i to z powodu własnej konstrukcyjnej głupoty.
Gra zaczyna się niewinnie. Prosty ładunek, prosty pojazd, praca na akord. Ale już po godzinie pojawiają się pierwsze pytania. Czemu ten pojazd tak dziwnie skręca. Czemu koła latają jakby były zrobione z gumowych kulek. Czemu każda skała wygląda jak pułapka. I najważniejsze: czy to wina Marsa, czy może jednak projektanta, czyli gracza.
Im dalej, tym zabawniej. Każda misja daje punkty i nowe części, a każde nowe zadanie wymusza eksperymenty. Gracz ma pełną swobodę, ale i pełną odpowiedzialność za swoje projekty. I tu pojawia się prawdziwa magia gry. Można ukończyć całą kampanię bez szaleństw, używając gotowych planów pojazdów, jednak to jak czytanie książki tylko do połowy. Sedno Mars First Logistics tkwi w wolności i w tym momencie, kiedy po piętnastu nieudanych próbach ktoś wpada na pomysł, żeby przyczepić trzy ramiona, dwa podnośniki i jedno koło tylko po to, żeby przesunąć małą skrzynkę o dwa metry dalej.
Mars nie wybacza. Teren jest trudny, dziurawy i często komicznie wrogi. Pojazdy spadają, zaklinują się w szczelinach i wyglądają jak metalowe ofiary fizyki. Ale to właśnie buduje klimat. Gra nie udaje realizmu, ale daje go tyle, ile trzeba, by każdy sukces smakował jak małe zwycięstwo nad chaosem.
Jednym z najlepszych elementów są budowle i struktury, które pojawiają się wraz z postępem zadań. Czasem to nowy most, czasem monorail, czasem sieć przewodów. Wszystko pomaga w przewożeniu większych i bardziej absurdalnych obiektów. I tu gra zaczyna przypominać Kerbal Space Program, tylko że zamiast rakiet są tu małe, pokraczne samochodziki, które wyglądają jakby stworzyło je dziecko z klocków znalezionych pod łóżkiem.
Tryb kooperacji dodaje kolejny poziom chaosu. Jeden gracz buduje praktyczny pojazd, drugi montuje na nim rakietę, trzeci zjeżdża z klifu z wrzaskiem, a czwarty po godzinie wraca na ekran w maszynie, którą trudno opisać bez użycia słowa potwór. To zabawne, nieprzewidywalne i w dziwnie zdrowy sposób relaksujące.
Najbardziej zaskakuje jednak to, jak wiele satysfakcji daje rozwijanie własnych projektów i powolne dochodzenie do momentu, kiedy trudna misja nagle staje się oczywista. Autor po kilku dniach gry zorientował się, że nie chodzi tu o ukończenie listy zadań, ale o historię każdego stworzonego pojazdu. O porażki, o resetowanie pozycji, o upór. I o tę jedną chwilę, kiedy ładunek dociera na miejsce i człowiek czuje się jak inżynier NASA, tylko bardziej szczęśliwy.
Czy warto polecić? Tak, ale z zastrzeżeniem. Gra jest świetna, jeśli ktoś naprawdę lubi wymyślać, budować i testować. Jeśli jednak ktoś szuka tylko jazdy i zadań bez kombinowania, może się odbić. Mars First Logistics nie daje gotowych rozwiązań. Daje narzędzia. A potem patrzy, czy gracz da radę.
Plusy
• świetna fizyka
• kreatywne projekty nagradzane satysfakcją
• piękna oprawa wizualna
• świetna muzyka
• zabawne sytuacje wynikające z porażek
• tryb kooperacji pełen kontrolowanego chaosu
Minusy
• niektóre zadania są niejasne
• wymaga kreatywności
• gotowe pojazdy bywają frustrujące
Podsumowując. Mars First Logistics to gra, która działa jak otwarty zeszyt do eksperymentów. Uczy myślenia, zmusza do śmiechu i daje ogromną satysfakcję. Autor po kilku dniach nadal znajduje pomysły na nowe pojazdy i wciąż wraca z uśmiechem. To prawie idealna gra dla ludzi lubiących fizykę, chaos i poczucie, że czasem warto przewrócić się po to, żeby wstać w trochę lepszym stylu.
| Rozgrywka | |
| Grafika | |
| Dźwięk | |
| Przyjemność z gry |
