Recenzja dnia: Spirit of the North 2
Nie jestem typem gracza, który potrzebuje nieustannego napięcia. Czasem po prostu chcę się wyciszyć – popatrzeć na krajobrazy, posłuchać muzyki, przeżyć coś bez pośpiechu. Pierwsza część Spirit of the North dawała mi dokładnie to. Lis, nordycki klimat, subtelna opowieść bez słów – to działało. Dlatego z dużym entuzjazmem odpaliłem Spirit of the North 2, które miało być „więcej i lepiej”. Po kilku dniach z grą… mam mieszane uczucia. Serio.
Zacznijmy od tego, co działa.
Gra wciąż wygląda pięknie. Ba, wygląda jeszcze lepiej. Każdy biom – od zielonych równin po skute lodem szczyty – to mały pejzaż godny tapety na pulpit. Kilka razy po prostu wlazłem na najwyższy punkt i siedziałem, patrząc. Taki cyfrowy zen. Do tego dochodzi muzyka, która idealnie się wpasowuje – cicha, ambientowa, z drobnym zgrzytem napięcia w walkach z bossami. Klimat jest. To trzeba oddać twórcom.
Ale potem… no właśnie.
Gra przeszła na otwarty świat. Niby fajnie – większa skala, więcej swobody. W praktyce jednak wyszło to jak z tym kotletem schabowym wielkości pizzy – brzmi świetnie, ale po trzecim kęsie masz dość. Eksploracja? Nużąca. Wszystko wygląda pięknie, ale szybko odkrywasz, że chodzi się po pustych przestrzeniach. Lokacje niby inne, ale czuć kopiuj-wklej. Miejsca „interesujące” nie mają zbyt wiele do zaoferowania – a to zagadka do rozwiązania w 10 sekund, a to kolejny Wisp do zebrania.
I tu tkwi problem. Żeby ruszyć fabułę, musisz zbierać te cholerne „Spirit Wisps”. Po każdej większej sekcji gra wypycha cię z powrotem do świata, żebyś znów biegał i szukał. Im dalej, tym więcej ich potrzeba. Czułem się jak listonosz, który zapomniał, gdzie zostawił paczki.
Na domiar złego – bugi.
Gra nie wywaliła mi się ani razu, ale to nie znaczy, że działa gładko. Zdarzały się braki muzyki po śmierci (cisza jak po imprezie), problemy z oświetleniem (kompletny mrok, mimo że wcześniej było jasno) i najbardziej irytujące – boss, który… przestaje atakować. Nie da się go wtedy pokonać, więc restart. I jeszcze raz. I jeszcze. Serio, jedno starcie zajęło mi ponad 2 godziny przez te błędy.
Czy mimo to polecam?
Zależy. Jeśli uwielbiasz pierwszą część i chcesz więcej tego samego, ale w większym formacie – możesz spróbować. Ale miej świadomość, że większe nie znaczy lepsze. Ja mam wrażenie, że Infuse Studio się trochę zapędziło. To nie jest zła gra. To gra z potencjałem, który tonie w nudzie i niedoróbkach.
Wolałbym, żeby zamiast otwartego świata zrobili bardziej dopracowaną liniową przygodę. Mniej biegania, więcej esencji.
Na dziś? Daję lisowi czas. Może wrócę po patchu. Ale póki co, niech biega sam.
Plusy:
- przepiękne krajobrazy
- relaksująca muzyka
- ciekawa atmosfera nordyckiej opowieści
Minusy:
- nudna eksploracja
- powtarzalność i sztuczne wydłużanie
- irytujące błędy techniczne
Moja ocena? 7/10 z szansą na więcej, jeśli twórcy jeszcze poprawię tę grę.
| Rozgrywka | |
| Grafika | |
| Dźwięk | |
| Przyjemność z gry |
