Killing Floor 3 – gra marzeń czy wielkie rozczarowanie?
Są gry, w których pierwszy strzał w głowę robi na człowieku większe wrażenie niż cała kampania fabularna. Killing Floor 3 właśnie tak zaczyna: klik, huk, fontanna krwi, mutant przewraca się jak worek kartofli. To ta chwila, dla której w ogóle się odpala grę. Problem? Po kilku godzinach okazuje się, że cała reszta to tylko mniej ekscytujący dodatek do owego headshota.
Z jednej strony mamy więc majstersztyk strzelania. Broń czuć w rękach – shotgun trzaska tak, że człowiek niemal sprawdza, czy myszka wytrzyma jeszcze tydzień, a katana Ninja tnie mutanty na pół niczym plastikowy nóż tort urodzinowy w biurze. Z drugiej strony… no cóż, gdy pyta się gracza: „co poza tym?”, odpowiedź brzmi: „eee… crafting dodatków do broni i statystyki, które wciągają mniej niż excelowa tabelka do PIT-u”.
Specjaliści.
Twórcy zmienili system klas na „specjalistów” – czyli postacie z imieniem, charakterem i specjalną umiejętnością. Niby miało być lepiej, a wyszło… średnio. Owszem, fajnie że Komandos może wezwać drona z kwasem, a Ninja ma linkę niczym Batman na etacie, ale w praktyce to tylko kilka dodatkowych fragów na falę. Reszta rozgrywki to dalej solo show – pięciu gitarzystów i biedny Medic na perkusji. Szkoda, bo Killing Floor zawsze kojarzył się z teamplayem: spawanie drzwi, ratowanie kolegów, dramatyczne podania strzykawek. Tutaj tego jest mniej.
Zedzi.
Nowe potwory? Prawie brak. Kilka bossów, które różnią się głównie tym, że wszystkie skaczą na twarz i mają pasek zdrowia dłuższy niż kolejka do paszportów. Husk dostał jetpacka i to w sumie jedyny moment, w którym czułem: „o, muszę zmienić taktykę”. Reszta to klasyczne: celuj w głowę i trzymaj spust.
I jasne, takie strzelanie bywa hipnotyzujące. Zwłaszcza gdy obracasz się w ostatniej chwili i zdejmujesz Zeda dosłownie centymetr od szyi. Ale gdy boss połyka cały magazynek karabinu i jeszcze pół shotguna, człowiek zaczyna ziewać.
Ekonomia.
Pamiętacie z poprzednich części strzykawkę do leczenia? Teraz są trzy jednorazówki. Skończą się w trakcie fali? To możesz jedynie liczyć na to, że ktoś gra Medykiem albo masz wystarczająco „dosh” na kolejne zakupy. A dosh w tej grze jest tak rzadki, że przypomina polską inflację – na wszystko nie starczy. Broń, amunicja, pancerz, granaty, narzędzia… zazwyczaj kończysz z jednym porządnym karabinem i poczuciem, że trzeba było zostać przy pistolecie.
To rodzi absurdalne sytuacje. Mój zespół biegał przez dziesięć minut w kółko, uciekając przed hordą, bo nikt nie miał już amunicji ani strzykawek, a jedyny ultimate ładował się w tempie suszenia prania w listopadzie.
Technicznie nie jest najlepiej
Na RTX 3090 gra potrafi przyciąć do 45 fps. A gdy fala potworów spada na mapę, zdarzają się takie przycinki, że człowiek myśli, że to loading screen. Zdarzało się, że Zed nagle wyskakiwał obok mnie niczym NPC w early accessie albo wpadał w T-pose jakby testował VRChat.
Porównanie i wnioski
W zestawieniu z Killing Floor 2 czy nawet pierwszą częścią, KF3 wypada jak remake bez serca. Więcej kolorowego szumu, mniej klimatu grozy. Niby jest system MEAT, niby wszystko się rozczłonkowuje, ale to tylko efekty specjalne przykrywające brak pomysłów. Z drugiej strony – jeśli ktoś szuka czystej rozwałki, bez myślenia i bez ambicji, gra dostarczy mu dziesiątki godzin rąbania mutantów.
Plusy
- Strzelanie, szczególnie headshoty, to czysta frajda.
- Klimatyczne bronie (shotguny, katany, snajperki).
- Kooperacja nadal potrafi bawić, gdy trafi się ogarnięta ekipa.
Minusy
- Bossowie to gąbki na naboje, bez pomysłu.
- Ekonomia i system leczenia frustrują.
- Mało nowych potworów, brak innowacji.
- Spadki wydajności i błędy techniczne.
Czy warto? Tak, jeśli kochasz satysfakcję z perfekcyjnego strzału i masz ekipę do wspólnego grania. Nie, jeśli liczysz na ewolucję serii albo na wciągającą historię.
Killing Floor 3 to gra, która błyszczy w krótkich momentach – głównie wtedy, gdy głowa Zeda eksploduje w pięknej fontannie. Ale po kilku dniach człowiek zaczyna się zastanawiać, czy nie lepiej po prostu odświeżyć KF2 i przypomnieć sobie, jak wyglądała kooperacja z prawdziwego zdarzenia.
| Rozgrywka | |
| Grafika | |
| Dźwięk | |
| Przyjemność z gry |
